życie rodzinne, prowadziłaby do tego, że życie bez dzieci wydawałoby się mło­ dym ludziom życiem smutnym i jałowym (Swida-Ziemba 1999, s. 189). Kontynuując analizę zależności między zmiennymi, należy stwierdzić, że struk­ tura rodzin pochodzenia małżonków, a zwłaszcza liczba ich rodzeństwa, nie ma 2 ZDJĘCIA. Związek bez dziecka (Rysunek : Anna Rudak) "Można być równie szczęśliwym z dzieckiem, bez dziecka, ze świnką morską albo bez niej. Problem w tym, że zadajemy sobie tego typu pytania. Bo one pokazują, że jesteśmy rządzeni przez pewien system przekonań, który wyznacza jedynie słuszną drogę. A taka droga nie istnieje". Dziś życie bez dzieci nie ma już posmaku wstydu czy skandalu, ale to wciąż niełatwy wybór. Na pewno byłby dużo łatwiejszy, gdybyśmy umieli o nim tak zwyczajnie pogadać, bez strachu, zahamowań i kompleksów. Gość oczywiście ze ma. Goście. Napisano Kwiecień 26, 2012. Nie mamy dzieci z własnego wyboru, taką podjęliśmy decyzję życiową :) Nasz związek ma się świetnie. A celem życia nie Primitive Language, O widzę, że już jacyś zawistnicy musieli zareagować. W dupie mam co o mnie myślisz. Moim zdaniem jesteś zbyt nudną osobą, która idzie utartym schematem "bo tak wypada Vay Tiền Trả Góp 24 Tháng. Dziś Bezdzietnik, jako że jest blogowym młokosem, z definicji krnąbrnym i nieobliczalnym, postanowił sam pod sobą wykopać dołek – czyli udowodnić, że życie bez dzieci to katastrofa. Wszystkich, którzy lubią swój bezdzietny status, proszę o natychmiastowe opuszczenie tej strony, wymazanie jej z pamięci i listy polubień na fejsie. Reszta może zostać i radośnie obserwować, jak bezdzietne obiboki zbierają zasłużone bęcki. Oto cała prawda o życiu bez dzieci. 1. Życie bez dzieci to wieczna zgryzota. Bo wybija siedemnasta i trzeba coś ze sobą począć. Siłownia? Warsztaty z burleski? Nauka norweskiego? Gdy spora część ludzkości w domowym zaciszu dogląda potomstwa, sprawdza zeszyty czy negocjuje podwyżkę kieszonkowego, ty, bezdzietny nieszczęśniku, łamiesz sobie język na norweskich dyftongach albo pocisz się, próbując opanować paso doble. No i co z tego masz, prócz pozdzieranych pięt i przeczytanych sześciu tomów „Mojej walki” Knausgarda w oryginale? 2. Życie bez dzieci to jet lag, odciski i wyrzuty sumienia. Bo tak się dziwnie składa, że jeżeli człowiek ma czas i trochę kasy, od razu zaczyna trwonić to na podróże. I buja się od bieguna do bieguna, od Grenlandii po Australię, narzucając się planecie i powiększając dziurę ozonową. Zamiast siedzieć na kanapie, oglądać Discovery i karmić oseska. 3. Życie bez dzieci to nieustanne wyrzeczenia. Taki bezdzietny osobnik lekkomyślnie wyrzeka się zasiłków macierzyńskich, urlopów rodzicielskich, becikowego, wózkowego, wolnego z tytułu opieki nad dzieckiem, a nawet 500+! Asceta. Albo idiota. Bo kto normalny nie bierze, jak dają? Żeby mu jeszcze za to pomnik postawili, ale gdzie tam! Wciąż słyszy, że jest szkodnikiem, pasożytem i obciążeniem dla budżetu. I musi z tym żyć. 4. Życie bez dzieci to bezsensowne nałogi. Na przykład uzależnienie od psa albo kota. Bierze sobie taki bezdzietny biedaczyna persa albo innego maltańczyka i od razu cofa się w rozwoju o epokę świetlną. Zamiast mówić, plecie bzdury o bezglutenowej karmie. Zamiast się rozmnażać, rozmnaża sierściucha. Zamiast martwić się o to, kto mu szklankę wody na starość poda, martwi się, jak podać kotu czopek. A przecież, powiedzmy to sobie jasno, kot nie będzie mu zmieniał na starość pampersów! 5. Życie bez dzieci to prosta droga do terroryzmu. Wielu bezdzietnych rezygnuje z potomstwa dla dobra planety. Inni poświęcają swój wolny czas na działalność społeczną, opiekę nad zwierzętami albo rozpieszczanie siostrzeńców. A przecież każdy trzeźwo myślący egzemplarz homo sapiens powinien inwestować wyłącznie we własne geny. Bo inaczej człowiek zostaje ekologiem, altruistą albo nawet ekoterrorystą. 6. Życie bez dzieci to długie i ciche wieczory… z winem, książką i ulubionymi serialami, a to całkowicie wbrew naturze. Gdyby Bóg chciał, żeby ludzkość spędzała wieczory, oglądając seriale, stworzyłby Netflixa. A każde dziecko wie, że Netflixa stworzyli Amerykanie. 7. Życie bez dzieci to długi, monotonny związek. Statystyki dowodzą, że małżeństwa bez dzieci są szczęśliwsze, trwalsze i dają więcej satysfakcji niż małżeństwa z dziećmi. I jak tu nie rozpaczać?! Człowiek chciałby się pokłócić, trzasnąć drzwiami, wystąpić o separację, a tu klops! Szczęście i harmonia. Nic tylko palnąć sobie w łeb! 8. Życie bez dzieci to niebezpieczeństwo zrobienia kariery. No bo skoro nie ma dzieci, to coś trzeba robić. A wiadomo, że nic tak nie unieszczęśliwia człowieka jak kariera zawodowa. Gabinety psychologiczne pełne są dyrektorów, biznesmenów i artystów na skraju załamania nerwowego. Za to brak pracy, brak ambicji i brak samodzielności finansowej to prosta droga do życiowego spełnienia. 9. Życie bez dzieci to ponure widoki na przyszłość. Wiadomo, każdy bezdzietny będzie żałował, umierał w skrajniej biedzie i osamotnieniu, i nawet kot karmiony bezglutenowymi chrupkami się na niego wypnie. I tak to wygląda. Bez upiększeń i przekłamań. Czy jesteście na to gotowi?:) Rys. Aneta Gwóżdź ostatniepodejscie 30 czerwca 2014, 20:27 Czy wyobrażacie sobie życie bez dzieci? Pytanie raczej do osób które ich jeszcze nie maja. Dołączył: 2011-08-17 Miasto: Pitcairn Liczba postów: 1907 30 czerwca 2014, 21:08 Myślałam że ja jedyna taka "nienormalna" jestem. Mam 25 lat, nie wyobrażam sobie rodzić i wychowywać dzieci. Większość koleżanek już ma, nawet po 2 a te co nie mają rozpływają się w zachwytach nad dziećmi. A ja nie lubię i koniec, nie rozczulają mnie, nie budzą żadnych uczuć. Nie wiem co będzie za 5, 10 lat, ale póki co... nieee Dołączył: 2014-06-13 Miasto: Lublin Liczba postów: 1065 30 czerwca 2014, 21:09 Własnie dla tego autorka zadała dzis to pytanie. Dzieci kocham nad zycie, ale mino prawie lat 32 jeszcze sie na nie nie zdecydowałam. mam metlik w głowie. szczeze to chyba sie boje ze nie podołam, mimo ze potrafie sie zaopiekowac nawet noworodkiem, dzieci lgna do mnie, zreszta ja do nich tez. nie mówie nie, ale kiedy ?????Czego tu się bać? Z całą pewnością dziecko to wielka odpowiedzialność, sporo zmartwień (chociażby choroba dziecka), ale i wiele radości :)) kokomokokoko 30 czerwca 2014, 21:10 Jestem jeszcze młoda, kiedyś chciałam mieć dzieci (dwójkę- najlepiej chłopca i dziewczynkę).Dziś nie chce mieć, chce się wykształcić,a mój kierunek wymaga ode mnie ciągłych poświęceń. Czyli praca + nauka najlepiej zaocznie i robienie co dwa lata dodatkowych uprawnień... A w tym zawodzie kobiety z reguły mają problemy z założeniem rodziny(bo kończy się studia w wieku około 30lat) ,a co dopiero o dziecku...Poza tym praca głównie na wyjazdach i wizja co 2-3 lata przeprowadzki (zniechęca dodatkowo do dzieci)A poza tym ostatnio wyszło,że mam problemy z tarczycą, i to jest genetyczne(moja mama ,tata ,siostra, lekarka też zwróciła uwagę,że brat jak na jego wiek(18 lat) ma już podejrzane wyniki i ,że ma kontrolować co minimum pół roku,bo i on ma "dziwne" wyniki jak na swój wiek. A ja mam zapalenie tarczycy i prawdopodobnie hasimoto (nie wiem czy dobrze napisałam,moja siostra też to ma) tylko,że ja póki co nie leczę,bo na to nie mam czasu... (planuje wybrać się w lipcu pod koniec jak skończę praktyki prywatnie do lekarza mojej mamy i zacząć leczenie).Także póki co nie chce dzieci, bo nie chce je krzywdzić. Nie chce by dziecko powiedziało mi,że nie miałam dla niego czasu,bo widziało mnie raptem godzinkę,bo mamusia zapracowana i tatuś też, a ono/e z nianią lub babcią,bo rodzice wolą karierę zawodową niż własne 22 narzeczony ma 28 lat (tzn będzie miał jutro). Jesteśmy razem ponad 7 lat, ponad rok narzeczeństwa. Ślub za rok w zaadoptujemy w przyszłości,ale dziecko już takie większe dziecko. Możliwe,że około 3-4 lat, albo w wieku szkolnym. Edytowany przez 9938be52f5cc0b66c589957c56bb9e18 30 czerwca 2014, 21:16 Dołączył: 2014-06-13 Miasto: Lublin Liczba postów: 1065 30 czerwca 2014, 21:10 kottie napisał(a):Myślałam że ja jedyna taka "nienormalna" jestem. Mam 25 lat, nie wyobrażam sobie rodzić i wychowywać dzieci. Większość koleżanek już ma, nawet po 2 a te co nie mają rozpływają się w zachwytach nad dziećmi. A ja nie lubię i koniec, nie rozczulają mnie, nie budzą żadnych uczuć. Nie wiem co będzie za 5, 10 lat, ale póki co... nieeeJak widać, to właśnie my "normalne" jesteśmy w mniejszości :D laliho 30 czerwca 2014, 21:11 Wyobrażam sobie życie bez dzieci, ale kiedyś na pewno bym chciała. Po prostu jeśli by się to okazało niemożliwe to nie będę walczyć z wiatrakami :) Dołączył: 2010-11-24 Miasto: Dolina Słoni Liczba postów: 14446 30 czerwca 2014, 21:11 kottie napisał(a):Myślałam że ja jedyna taka "nienormalna" jestem. Mam 25 lat, nie wyobrażam sobie rodzić i wychowywać dzieci. Większość koleżanek już ma, nawet po 2 a te co nie mają rozpływają się w zachwytach nad dziećmi. A ja nie lubię i koniec, nie rozczulają mnie, nie budzą żadnych uczuć. Nie wiem co będzie za 5, 10 lat, ale póki co... nieeeTak samo było z moją szwagierką :DCzuła do dzieci jedną wielką wiesz co ? Tydzień temu urodziła dziecko , bo jej się nagle odwidziało ( ma 35 lat) Dołączył: 2013-11-04 Miasto: Jęczydół Liczba postów: 4163 30 czerwca 2014, 21:11 jestem kilka lat w zwiazku, mam lat 25, zarowno ja jak i moj narzeczony nie chcemy dzieci, nie lubimy ich, nie sa nam potrzebne. On jak on ale jak to naprawde szczerze nie trawie dzieciakow, normalnie bym kazde wystrzelala:D gdyby cos sie przydrzylo bylaby to dla mnie zyciowa porazka, nie umiem sobie nawet tego wyborazic:/ jedna z najgroszych rzeczy jakich sie boje w zyciu ostatniepodejscie 30 czerwca 2014, 21:12 Mirinda89 napisał(a):ostatniepodejscie napisał(a):Własnie dla tego autorka zadała dzis to pytanie. Dzieci kocham nad zycie, ale mino prawie lat 32 jeszcze sie na nie nie zdecydowałam. mam metlik w głowie. szczeze to chyba sie boje ze nie podołam, mimo ze potrafie sie zaopiekowac nawet noworodkiem, dzieci lgna do mnie, zreszta ja do nich tez. nie mówie nie, ale kiedy ?????Czego tu się bać? Z całą pewnością dziecko to wielka odpowiedzialność, sporo zmartwień (chociażby choroba dziecka), ale i wiele radości :))Moje zycie od kad pamietam pełne było dzieci, mam liczna rodzinę i te dzieciaki daja " moc". jak sobie pomysle ze wda sie we mnie to z nim oszaleje, choć z drugiej strony bardzo chciał bym miec takiego małego" wariata' jak ja. takiego małego klonika. rabanne22 30 czerwca 2014, 21:18 Serduszko, jakie glupie gadanie? Jesli ktos jest w 100% przekonany, ze rozmnazac sie nie bedzie, to chyba oczywiste, ze wolalby byc bezplodny i nie musiec sie martwic o antykoncepcje. Dołączył: 2007-08-31 Miasto: Yp Liczba postów: 4816 30 czerwca 2014, 21:23 czesto o tym mysle, ale w negatywnym konteksie. lubie spedzac czas ze soba, wyspac sie, pojsc na silownie, saune, spa, poczytac ksiazke, pocudowac w kuchni, zakupy i czasami wyobrazam sobie, ze mam male dziecko. i to wcale nie jest taka fajna wizja. ostatnio, z facetem, bylismy strasznie zmeczeni (on egzaminy, ja polmaraton) - klotnia o kilka naczyn i niezrobiony obiad - a gdyby w tym wszytskim bylo male dziecko?! ja dochodze do wniosnku, ze jest mi dobrze samej i nie mam czasu na dziecko. czuje sie spelniona i szczesliwa bez dziecka. a samotnosc? no coz, moi maja trojke, z czego jedno do niedawna w Anglii, drugie na stale we Francji, a trzecie na poludniu Polski i co? i szczescie, ze chociaz jedno z nich placi podatki w Polsce. dziecko moze byc geniuszem, moze tez byc anorektyczka, moze wyjechac z kraju na stypednium i juz nie wrocic lub zyc na garnuszku rodzicow, bo przeciez pracy nie ma, mieszkania drogie itd. nie wiem kto sie dzis swiadomie decyduje na dziecko. skarbonka bez dna. inwestycja pewna jak amber gold (ponoc niektorzy zarobili na ich lokacie....)nie dosc, ze dzis praca jest niepewna (a jak ktos na umowie zleceniu to gratuluje potomka bez przyszlosci), to jeszcze nie wiadomo co bedzie z ukochanym mezczyzna za kilka lat. moze bedzie kochal dziecko, ale zacznie sie dusic w rodzinie i szukac wrazen poza nia? w koncu rodzina z malym dzieckiem to nudy i meczace obowiazki. nie oszukujmy sie, ciaza nie sprzyja sylwetce. dla mnie to argument jak kazdy inny. owszem, starosci nie zatrzymam, ale poki co chce walczyc o swoja figure (zobaczcie na chikentuna - ona ma 46lat! a wyglada lepiej niz niejedna 20stka). a dzieci wcale takie kochane nie sa. pracowalam jako au pair i to mnie wyleczylo z macierzynstwa. 20miesieczne blizniaczki z piekla rodem. ja padalam na twarz o godzinie 20, razem z dziecmi. poza tym jest pewno zjawisko, o kotrym rzadko sie mowi. jest niewielki procetn rodzicow, ktorzy sa rozczarowani rodzicielstwem, zaluja swoich decyzji, niby zajmuja sie dzieckiem, ale go nie kochaja, robia wszytsko mechanicznie. problem dotyczy matek i ojcow. Postów: 292 151 hej hej ja jestem zawsze, fajnie ze do nas dolaczylas jak widzisz przechodzilysmy prawie wszystko i stwierdzilysmy ze szkoda sie zamartwiac i tracic czas na liszenie, na lekarzy , badania i proby i rozterki dlatego biezemy sie do zycia na nowo bez dziecka liczymy jednak ze sie pojawi w ktoryms momencie i bedziemy bardzo szczesliwe pozdrowionka Postów: 1826 1165 Cześć dziewczyny, ja pomalutku bo pomalutku przywykam do takiego stanu rzeczy. Tylko na tę chwię nie wiem czym da się zastąpić dzieci w życiu? Da się? Nie da się. Nie mam pomysłu na siebie. Wszystko straciło jakiś ustalony porządek. Może kiedyś ICSI: Niech nasza dro­ga będzie wspólna. Niech nasza mod­litwa będzie po­kor­na. Niech nasza miłość będzie potężna. Niech nasza nadzieja będzie większa od wszys­tkiego, co się tej nadziei może sprzeciwiać. Postów: 3207 1962 Ja też szukam pomysłu na życie ale jak do tej pory to nic mi dogłowy nie przychodzi... a po za tym otoczenie, głupie podteksty, gapiące spojrzenia na brzuch itp. nie ułatwiają znalezienia sposobu na życie tylko z mężem. 7 lat walki o Ciebie Kruszynko... (*) Aniołek Madzia 7 tc luty 2020 - w moim sercu pozostaniesz na zawsze Postów: 292 151 hej hej jak tam dziewczyny co nowego jak wiecie nadal mam mysl napisac ksiazke o tych wszytskich naszych problemach sprawach itd. chce rowniez napisac o tych fajnych sytuacjach jak sie pierwszy raz zakochalysmy jak mialysmy pelny brzuch motyli jak wszytsko bylo fajne bo mialysmy rozowe okulary na nosie jestem o jeden malutki krok do przyodu w tych moich potrzynaniach zalozylam bloga haaaa jak cos w nim konkretnego zanotuje to dam wam znac jesli macie pomysly to piszcie razem napewno damy rade milego weekendu Lena83 lubi tę wiadomość Ve Koleżanka Postów: 36 10 hej, hej, hej jakiś czas mnie nie było; cały czas praca i praca, ale wiecie co Wam powiem to pierwszy miesiąc, kiedy nie lamentuje, nie płaczę, nie liczę dni płodnych nareszcie się udało wyrzucić z głowy męczące mnie i dręczące myśli o ciąży czuję się świetnie, mam nadzieję, że to nie stan chwilowy myślę, że podjęcie decyzji o zaprzestaniu starań wyjdzie mi na dobre - już pomału w depresję wpadałam i nerwicy nabawiłam. teraz czuję, że żyję 4 lata ciągłych stresów nie wyszło mi na dobre, teraz z tym koniec, co ma być to będzie buziaki dziewczyny kochane :* Lena83 lubi tę wiadomość Postów: 1826 1165 Hejka dziewczyny? Możee tymczaosowy temat to święta? Pierniczki, ręcznie robione kartki? Może jakiś wolontariat? Może kiedyś ICSI: Niech nasza dro­ga będzie wspólna. Niech nasza mod­litwa będzie po­kor­na. Niech nasza miłość będzie potężna. Niech nasza nadzieja będzie większa od wszys­tkiego, co się tej nadziei może sprzeciwiać. Postów: 104 38 Hej, jestem tu nowa, ale zajrzałam tak przy okazji, ten temat mnie bardzo zainteresował. Wiem, ze cieżko mowić komuś żeby nadal wierzył po tak długim czasu starań. Cos mi sie przypomniało. Ostatnio siedząc w poczekalni u swojego lekarza, siadła koło mnie Pani tak na oko 40 lat. Po kilku minutach doszedł do niej jej mąż i malutkie dziecko, to nic nie mowię ale zerkam bo bobas super i myśle ze młoda babcia. I w tym momencie pada "mama" , no to aż mi sie uśmiech nasunął na buzie. Mąż wyszedł a ona sama zagadala. Miała 27 lat jak zaczęli sie starać o dziecko, rok dwa nic, głupie pytania rodziny itp. 4 lata pózniej złożyli wniosek o adopcje, obydwoje dobrze usytuowani, dziadki na początku gadali ze to głupota itp. Najpierw adoptowali 1 dziecko, kilka lat pózniej 2. W wieku 42 lat zaszła w ciąże.... Bez żadnych środków mimo ze lekarze nie dawali im żadnych szans. Mówiła ze dopiero jak była w 3 misiacu to uwierzyła Oby Bozia nas wszystkie takimi małymi cudami obdarzyła!! Takie historie dodają skrzydeł !!! AgaL, kasza lubią tę wiadomość Postów: 292 151 O jej minelo tak duzo czasu , ksiazki nie napisalam, ale za to zaszlam w ciaze-niemniej jednak chetnie wyslucham i po möge kazdej z was ktora szuka wsparcia, wyrozumienia i rady . Piszcie razem jest fatwiej Ania_84, Lanusia93, mysza89, AgaL, kasza lubią tę wiadomość Postów: 145 31 odpuściłaś starania czy wspierałaś się terapią? avera27 Będzie córeczka - r. - Liwia Postów: 885 866 to ja się dołącze jeśli można osiągnąc dno starając sie to ja je osiągnełam poddaje się ,klinika invicta wrocław zabiła mnie psychicznie ...nie mam sił ... Wiadomość wyedytowana przez autora: 31 października 2015, 20:59 mysza89 Leczenie od 2012 roku ,stymulacja clo 8 cykli ciąża biochemiczna 11 . . clo 6 cykli bez rezultatu, maj 2015 kwalifikacja, @ -zaczynamy anty start stymulacji -Menopur +gonapeptyl, pick up,ET blastusi 4BB crio 4 BB luty-3BC:( Istna fabryka prawda? Czy inne wrażenie odniosłaś? Byłam tam raz, raczej nie zachęciło mnie. Postów: 2474 1509 Alicja83 wrote: od maja 2012 roku staram sie o ciaze, przeszlam szereg badania, wizyt i prob z klomifenem i nic, ponad dwa lata czytalam i liczylam i mialam nadzieje teraz tez chce czytac liczyc i miec nadzieje odpuszczam bo boje sie ze przegram psychicznie wlasne zycie a przeciez jest takie fajne, mam meza, prace, dom, moge spac ile che, podrozowac gdzie i kiedy chce, jesli macie ochote podzielic sie myslami jak wrocic do zycia i przestac myslec o wyjkresa dniach plodnych i nie plodnych wymowkach w pracy wobec wizyt u lekarza to piszcie zycie bez dziecka jest inne ale rownie wazne i zabawne, musimy sie tylko inaczej zorganizowac Alicjo, wiedz ze inni maja gorzej, ja niedawno bylam szczesliwa mialam marzenia, a teraz zostaly mi tylko wspomnienia... zyje z godziny na godzine, z dnia na dzien swoja historie mam w pamietniku mój kochany aniołek Ksawierek 20tc [*] polimorfizm heterozygota MTHFR Postów: 76 13 Piękny wątek! Dlaczego nikt go nie kontynuuje? Autorka w końcu ma upragnione potomstwo Ja bym chętnie poznała historie kobiet, które chciały, a nie mogły i czemuś innemu poświęciły życie. Przez 25 lat wszystko co robiłam i kierunek w jakim się rozwijałam były napędzane przez myśl o dużej rodzinie... Potem przez 5 lat czas jakby się zatrzymał, w oczekiwaniu, ciągle na wdechu. Na czym mogę się skupić? Nauka, samorozwój, fajnie, ale samo w sobie jakieś takie płytkie i bez sensu... Może dla odmiany powinnam się skupić na mężu i zrobić go pępkiem mojego świata? Znacie może jakieś blogi, felietony inspirujące do życia bezpłodnie? Ciekawe co robiła biblijna Rachela zanim jej się udało? Przynajmniej miała dzieci swojej siostry do bawienia... meh... no wisielczy humor mam. niedoczynność Hashimoto, PCOS, IO '85, starania od września 2011... Rekomendowane odpowiedzi Gość Kacha001 Zgłoś odpowiedź Witam wszystkich, z reguły nie pisze na forach, ale jestem w takiej sytuacji, gdzie nie mam już się do kogo zwrócić. Od pewnego czasu straciłam kontakt z każdym możliwym znajomym. Jedyna przyjaciółka jaka miałam, zostawiła mnie również. Kiedy próbowałam odezwać się do znajomych nikt nie chciał się ze mną spotkać, a tak na prawdę nie wiem co zrobiłam źle, gdyz cale życie byłam otoczona ludźmi i rzadko bywałam w domu. Jedynym powodem jaki widzę, jest to ze wyjechałam na roczna wymianę za granice. Po powrocie okazało się, ze nie mam do kogo wracać. Czuje się okropnie, cale dnie spędzam w łóżku i zatracam się w sobie, nie mam chęci na nic, nie mam żadnej motywacji, jestem bardzo samotna, co przytłacza mnie tak niesamowicie bardzo . Nie mam życia towarzyskiego, w sumie moje życie runęło na każdym szczeblu. Duzo plączę, odechciało mi się żyć. A ciągnie się to tak już ponad pol roku. Nie wiem co dalej z moim życiem, nie widzę żadnego światełka w tunelu... Cytuj Udostępnij tę odpowiedź Odnośnik do odpowiedzi Gość Aniajok Zgłoś odpowiedź A c porabiasz teraz, uczysz się czy pracujesz ? Może to Ty jesteś wobec znajomych zarozumiała , bo czymś się wyróżniasz od nich ? Może to oni są zazdrośni. Czasami znajomości się rozpadają i czas poszukać nowych przyjaciół. Przyjaciół prawdziwych od serca ma się nie wielu , pozostali to tyko znajomi którzy wiesz mi prędzej czy później pójdą w swoją stronę . Ludzie w szkole tworzą takie grupki , spotykają sie , razem imprezują , wiele rzeczy robią razem i wydaję się wtedy ,że tak będzie do końca zycia . Niestety nic nie może wiecznie trwać i te znajomości szkolne sie rozlecą, każdy pójdzie w swoją stronę . Znajomi zaczną sobie układać życie , będą kolejno zawierać związki małżeńskie, każdy będzie miał swoje życie , swoją pracę i nowych znajomych . stopniowo te znajomości się rozpadają . Tak więc nie przejmuj się , znajdź nowych przyjaciół. Zapisz się na jakieś kursy, wychodź z domu choć by na spacer , może spotkasz miłość swojego życia siedząc w parku na ławeczce czytając ulubioną książkę , albo pijąc kawę w ulubionej kafejce . Głowa do góry , jeśli to nie twoja wina i byłaś w porządku wobec swoich znajomych a oni sie tak zachowują wobec Ciebie to nie byli twoi przyjaciele tylko zwykli znajomi , którzy odchodzą i przychodzą nowi. Nie martw się , poznasz nowych znajomych a może miłośc swojego życia gdzieś czeka na Ciebie za rogiem tylko jeszcze o tym nie wiesz. Pozdrawiam. Cytuj Udostępnij tę odpowiedź Odnośnik do odpowiedzi Gość Kacha001 Zgłoś odpowiedź Dziękuje za słowa otuchy. Na ta chwile szukam pracy, szkole już skończyłam. Kolejny problem leży w tym, ze zaczęłam wstydzić się wychodzić z domu. Mam wrażenie, ze wszyscy się dziwnie na mnie patrzą i myślą o mnie bardzo źle, jakby wszyscy byli przeciwko. Miałam tak nawet po powrocie, kiedy spotkałam sie zupełnym przypadkiem na ulicy z grupka znajomych, czułam się wśród nich jak wielkie zero, wolałam pójść do domu i dalej się dołować, niż czuć się poniżana. Mam wrażenie jakbym juz nigdzie nie pasowała, jakby to były " za wysokie progi na moje nogi". Cytuj Udostępnij tę odpowiedź Odnośnik do odpowiedzi Gość Kacha001 Zgłoś odpowiedź Przez ten rok zmieniło sie tak wiele.. Na początku kiedy myślałam, ze wszystko jest po staremu, zauważyłam, ze dziewczyny zachowują sie inaczej, maja swoich, innych znajomych, nie wtajemniczają mnie w nic, maja swoje życie, do którego nie chcą mnie wpuścić. Kiedyś to ja byłam osoba, która łączyła wszystkich znajomych. Okazało sie, ze po moim wyjeździe wszystko runęło, na ta chwile większość osób jest pokłócona ze sobą i nie odpowiadają mi na ulicy "cześć", a moje dwie najlepsze przyjaciółki (razem sie wychowałam z nimi), które nigdy za sobą nie przepadały, nagle stały sie sobie tak bliskie i do niczego mnie nie potrzebują. Rzeczywistość okazała sie tak brutalna, ze nie wiem co mam dalej robić. Starałam sie tym wszystkim nie przejmować i żyć dalej, ale nie jestem typem samotnika. W samotności czuje sie jak narkoman na głodzie... Cytuj Udostępnij tę odpowiedź Odnośnik do odpowiedzi Gość Kacha001 Zgłoś odpowiedź Wśród ludzi czuje sie bardzo niekomfortowo. Denerwuje sie i tracę głowę podczas najprostszych czynności. Dziwnie sie czuje, gdy ktoś siada kolo mnie w tramwaju (sama do nikogo sie nie dosiadam). Boje sie, ze tracę czas, ze ociekają mi najpiękniejsze chwile życia. Nie mogę patrzeć kiedy widzę ludzi, którzy wciąż coś robią, maja jakieś plany, dobrze sie bawią, spędzają świetnie czas, ponieważ przypominają mi sie wtedy wszystkie chwile, kiedy jeszcze bylo dobrze. Zyje wspomnieniami oraz marzeniami, jakimiś, dziwnymi, wymyślonymi planami, których nigdy nie realizuje. Chciałabym tak wiele zrobić, jednak z każdym dniem mój entuzjazm do życia zanika. Mam wrażenie, ze niedługo nie będę w stanie niczego sie podjąć. Wiem doskonale, ze wielka cześć mnie umarła i staje sie powoli warzywkiem. Nie mogę juz tego dłużej znieść, psychicznie jestem wykończona. Cytuj Udostępnij tę odpowiedź Odnośnik do odpowiedzi Gość mailer01 Zgłoś odpowiedź Zauważyłem sprzeczność w tym co piszesz. Z jednej strony nie możesz znieść samotności, a z drugiej źle się czujesz wśród ludzi. Może warto udać się do psychologa i po prostu o tym pogadać? Co do znajomych to zawsze ludzie przychodzą i odchodzą, nie widzę problemu w nawiązaniu nowych znajomości. Teraz prawie każdy ma dostęp do internetu, więc tylko siąść i korzystać :) Cytuj Udostępnij tę odpowiedź Odnośnik do odpowiedzi Zgłoś odpowiedź Kacha, niestety ale przez rok zmieniło się wiele w tej chwili Ty możesz być dla nich kimś obcym. Oni się zmienili, Ty się zmieniłaś i ten rok sprawił, że zerwała się między Wami nić, która Was łączyła. To smutne, ale nie da się jej trzymac na siłe zwłaszcza na odległosc, gdy dwie strony na to nie pracują. co możesz zrobić? mysle że możesz porozmawiac szczerze z z tymi koleżankami, powiedziec, że zależy Ci na ich przyjaźni i że czujesz się odepchnięta pomimo, że nic złego tak naprawdę nie zrobiłaś. Zobaczysz co odpowiedza. Może da im to do myślenia i faktycznie zechca dac Waszej przyjaźni szansę na ponowny rozwój, aby się spotykać i próbowac to budować. jeśli nie, wg mnie pozostaje po prostu odpuścić i poszukac nowych znajomych. Nie zamykaj się w domu bo zgorzkniejesz i po co? Za stratą przyjaźni, która jak widać szczera nie była? Cytuj Udostępnij tę odpowiedź Odnośnik do odpowiedzi Zgłoś odpowiedź Witam serdecznie, Kacha, a czy gdy byłaś za granicą utrzymywałaś kontakt ze swoimi znajomymi? Wydaje mi się, że tuż po powrocie Ty sama zaczęłaś czuć się obco nie tylko wśród znajomych, ale również wśród otaczającej Cię rzeczywistości i to spowodowało, że zaczęłaś żyć na uboczu. Gdy wyjechałaś życie dla Twoich znajomych nie zatrzymało się, tylko dalej trwało i masz poczucie, że wiele straciłaś nie uczestnicząc w nim. Ale możesz to jeszcze nadrobić. Nie unikaj kontaktu z ludźmi. Tak jak pisali Przedmówcy spróbuj zdobyć się na szczerość i opowiedzieć swoim znajomym, o tym jakie uczucia pojawiły się w Tobie pod wpływem zmian, które zastałaś. Pozdrawiam Cytuj Udostępnij tę odpowiedź Odnośnik do odpowiedzi Może nie jest to właściwy wątek, ale postanowiłam napisać tutaj skoro od ponad 2 lat zaczytuję się tutaj w różne kwestie dotyczące dzieci. Ponad 2 lata i już więcej nie mogę, nie potrafię. Odpuściłam. Podziwiam kobiety, pary, które walczą i się nie poddają. Ja już nie mogę. Już nie liczę na to, że @ nie przyjdzie, zawsze przychodzi.. zresztą nie o tym chciałąm pisać. Proszę o rade dziewczyny, które to przerabiały, nie na zasadzie "wyluzowania" i może się uda, ale na poważnie. Jak żyć ze świadomością, że będziemy zawsze tylko we dwoje, jak poukładać nasze myśli i życie. Jak sobie radziłyście z tym ? Wiem, że jest wiele kobiet, które tak zrobiły a później okazało się, że jest ciąża. Ja na tąciążę juz nie licze, ale napiszcie jak sobie poradziłyście z tymi myślami, że dziecka nie będzie ? Ja dopiero się uczę żyć na nowo, bez czekania na okres, bez liczenia, bez nadzieji i jeszcze nie wiem jak. Zaczynam znowu zauważać mężą a on mnie, chyba uczymy się siebie na nowo. Ale te myśli.. jak się tego pozbyć..

życie bez dzieci forum